BANDEROLA, AKCYZA
... zabytek, relikt czy cenny detal?

Szanowni .... nie wiem czy wiecie, ale Polska jest jedynym krajem w Unii Europejskiej, który żąda od producentów, importerów i dystrybutorów wszelkiego alkoholu (poza piwem) używania banderol - naklejania ich na szyjce butelki. Ten relikt PRL-u jest kłopotliwy nie tylko dla naszych przedsiębiorców, ale i zagranicznych kontrahentów -  bo winnych krajach UE takiego badziewia nie ma. Także i dla nas, konsumentów jest udręką, bo czyż nigdy nie wleciał wam kawałek akcyzy do kieliszka przy nalewaniu, albo brzydko gdzieś i nieestetycznie zwisający kawałek owego papieru nie spowodował rozlania ulubionego trunku? To nic jednak w porównaniu z odrywającą się, nieudolnie, złym klejem przyklejoną banderolą - wiecie, że to przestępstwo skarbowe. Ba, jak w transporcie zbije się jakiś alkohol i szkło i płyny rozlane uszkodzą akcyzy, to trzeba je wymienić? A do tego trzeba wzywać urzędnika, by potwierdził wymianę!!!
Do absurdów związanych z banderolą należy też kwestia kleju jaki winien być używany. Ten z "nadania" jest kiepski, więc ludzie kombinują. Sam byłem świadkiem, jak Hiszpański eksporter wysyłając do Polski transport wina zlecił używanie masy akrylowej, bo wszystkie kleje jakie przerabiał dla transportów do Polski miały uchybienia - albo po otwarciu kartonu z jego winem, połowa butelek już nie miała banderol - odkleiły się i spadły, albo część była jednostronnie odklejona. Akryl był sprawdzony, trzymał jak beton.
Z podobnymi absurdami "biją się" jeszcze Białorusini, Mołdawianie czy Ukraińcy. Producenci wina w UE od wielu, wielu lat radzą sobie płacąc podatek akcyzowy ryczałtem lub w formie banderol jak czasami we Włoszech czy na Węgrzech przy najlepszych winach (na około szyjki, poniżej jej końca, a nie na samej górze), albo jak w Austrii czy Francji, oznaczając folię - ten kapturek - odpowiednimi symbolami i kolorystyką.

Nie wiem czy wiecie, ale w tych kapturkach są specjalne otwory ... trzy, cztery ... to po to aby wino leżakując oddychało. Naturalny korek (o ile producent użył go) pomaga "oddychać" winu, gdy to leży w piwnicy latami. Ale w Polsce MUSI być ta koszulka oblepiona banderolą ... i często gęsto te dziurki są zalepione klejem. Dlatego sugeruję wszystkim koneserom trzymającym leżakujące wina w domu, w piwnicy - zrywajcie tą makulaturę przed leżakowaniem, aby proces starzenia wina był swobodny. Swoją drogą ten prymityw, który wymyślił kiedyś taką formę banderolowania wina musiał pić tylko Arizonkę, tanią wódkę i samogon. Przyzwoity i kulturalny człowiek, który pije wino, nigdy by nie wymyślił takiego bareizmu!

Jedyny pożytek dla nas konsumentów z tych brzydkich akcyz, to pewien detal, komunikat, który ludzie w większości nie zauważają. Pamiętacie Państwo jak kiedyś banderole miały dwa kolory - były zielone i niebieskie, prawda? Teraz wszystkie są w jednym kolorze, bladoróżowym. Kiedyś zielonym kolorem były oznaczone alkohole rozlewane w Polsce, zarówno te z taniego importu, jak i od A do Z produkowane w Polsce. Banderole z kolorem niebieskim dotyczyły oryginalnych, "zagranicznych" produkcji. Ludzie szybko połapali się, że alkohol (np. wino, brandy,whisky) z zielną banderolą, to nie tylko taniość, ale i bardzo kiepska jakość. Ilość "zielonek" systematycznie spadała ... więc wpadł ktoś mądry na pomysł, aby ujednolicić kolory akcyz, a jedynym elementem odróżniającym ORYGINAŁ od polskiego rozlewu była odtąd JEDNA literka na banderoli.

Szanowni ...Nie kupujcie win (i innych alkoholi) nietypowych dla POLSKIEJ TRADYCJI, które mają na akcyzie oznaczenia KW (KS), tylko IW  (IS) / patrz zdjęcie /, wtedy mamy 99% gwarancji, że w dłoniach trzymamy oryginalny trunek, zabutelkowany poza granicami Polski. Owszem, nie mamy tutaj gwarancji, że butelkowanie odbyło się w miejscu produkcji wina, ale przynajmniej eliminujemy jeden z ważniejszych elementów mających wpływ na niższą jakość wina. Owszem, są dobre polskie wina, robione należycie, ale nie kosztują 15 czy 20 zł. Czyż nigdy Wam w głowie nie zapaliło się czerwone światełko, gdy trzymając w dłoniach wino z USA, RPA lub Australii, najczęściej z jakąś jaszczurką lub żyrafą na etykiecie, a kosztujące 12 czy 16 zł, że jak to możliwe, aby ten trunek jechał do Polski przez pół świata, przejechał dziesiątki tysięcy kilometrów... tylko po to aby dalej być w cenie kilograma świeżych,dobrej jakości winogron? Hm, skoro butelka, etykieta, banderola, transport, zbiór, praca ludzi, sama produkcja no i jeszcze najważniejsze - ZYSK! ... to wszystko są koszty ... to gdzie cena faktyczna samego wina? A skoro to takie tanie, to z czego i jak to zostało zrobione ... co tam jest w tej butelce tak na serio?

I z tym arcyciekawym dylematem zostawiam Was, byście przed zakupem kolejnej butelki wina, brandy, ginu, whisky zadali sobie pytanie: WTF, co ja do cholery piję?

497781252088724134542821149546736862363648n
5040520020887241012094913583488328281882624n

PRZYJACIELE I PARTNERZY

PREZENTY & UPOMINKI

© 2015 Kolorwina. Wykonano przez joomlaspace.pl